Są takie dni, kiedy jedyną ucieczką od dorosłości staje się sterta tektury i zapach kleju. Kiedy siadam do biurka, nigdy nie planuję, jak głęboko wejdę w ten mój papierowy las. Ten prawdziwy pachnie najpiękniej tuż po deszczu, kiedy zapach wilgotnej ziemi miesza się z igliwiem i nagle wszystko dookoła wydaje się dziwnie spokojne. Zawsze ciągnęło mnie do takich zakamarków, gdzie czas płynie wolniej, a pod nogami rosną wielkie muchomory. I właśnie taki mały, bezpieczny kawałek lasu zamknęłam tym razem w papierze. Budowanie od zera zawsze daje mi największą frajdę. Architektura papieru ma to do siebie, że uczy cierpliwości – najpierw jest tylko płaski, sztywny arkusz, a po kilku godzinach precyzyjnego docinania i klejenia na biurku staje gotowa, trójwymiarowa bryła. Bez planu, bez szablonu. Tak jak spacer po lesie. Dla spokoju ducha.
Buziaki - Karolina Grabska 💚








