Nie wiem, w którym momencie zacząłeś być częścią mojego życia. Wiem tylko, że pewnego dnia stałeś się jego częścią tak naturalną jak oddech.
Już nie myślę o Tobie w kategoriach wspomnień, planów czy marzeń. Jesteś obecny we wszystkim.
W moim pierwszym przebudzeniu. W ostatniej myśli przed snem. W sposobie, w jaki patrzę na przyszłość.
Bo odkąd jesteś, nie wyobrażam sobie świata, w którym miałoby Cię nie być.
Nie kocham Cię za wielkie gesty.
Kocham Cię za to, że przy Tobie mogę odłożyć wszystkie zbroje.
Za to, że nie muszę być dzielna. Nie muszę być idealna. Nie muszę udawać, że wszystko mam pod kontrolą.
Kocham Cię za to, że znasz moje najcichsze lęki. Te, o których nie mówię nikomu.
I za to, że kiedy patrzysz na moje pęknięcia, nie widzisz czegoś, co trzeba naprawić.
Widzisz mnie.
Całą.
Z rzeczami, których się wstydzę. Z historiami, które nadal bolą. Z bliznami pozostawionymi przez życie.
I właśnie wtedy czuję się kochana najmocniej.
Nie wtedy, gdy jestem najlepszą wersją siebie. Tylko wtedy, gdy jestem najbardziej prawdziwa.
Dlatego ten dzień nie jest dla mnie opowieścią o ślubie. To wyznanie.
Że spośród wszystkich ludzi na świecie właśnie Tobie oddałam miejsce, którego wcześniej strzegłam najbardziej.
Mój spokój. Moje zaufanie. Moje serce.
I gdyby ktoś zapytał mnie, czym jest miłość po latach, nie mówiłabym o motylach w brzuchu ani wielkich słowach.
Powiedziałabym tylko:
Miłość to człowiek, przy którym nie muszę już wracać do domu bo dom od dawna noszę w jego sercu.
I don't know when you started becoming a part of my life. I only know that one day, you became a part of it as naturally as breathing.
I no longer think of you in terms of memories, plans, or dreams. You are present in everything.
In my first awakening each morning. In my last thought before I fall asleep. In the way I look at the future.
Because ever since you came into my life, I cannot imagine a world in which you do not exist.
I do not love you for grand gestures.
I love you because with you, I can finally lay down all my armor.
Because I do not have to be brave all the time. I do not have to be perfect.
I do not have to pretend that I have everything under control.
I love you because you know my quietest fears. The ones I tell no one about.
And because when you look at my cracks, you do not see something that needs to be fixed.
You see me.
All of me.
The parts I am ashamed of. The stories that still hurt. The scars life has left behind. And that is when I feel most loved.
Not when I am the best version of myself.
But when I am the most honest one.
That is why this day is not, for me, a story about a wedding.
It is a confession.
That out of all the people in the world, it was to you that I entrusted the place I had guarded most carefully.
My peace. My trust. My heart.
And if someone asked me what love means after all these years, I would not speak of butterflies or grand declarations.
I would simply say:
Love is the person beside whom I no longer need to find my way home.
Because home has long lived within their heart.
,,In shades of blue,,
https://alchemyofart.pl/pl/c/50-In-shades-of-blue-W-odcieniach-niebieskiego/117
,,The World of Fairies,,




.png)




.png)

